Spotkanie Odry z Zagłębiem miało olbrzymie znaczenie dla obu drużyn. Gospodarze chcieli w końcu przerwać trwająca od siedmiu kolejek fatalną serię porażek, goście natomiast zmazać niekorzystne wrażenie jakie pozostało po porażce z Cracovią. Należało się spodziewać, że będzie to typowy mecz walki, w którym zabraknie miejsca na piłkarskie fajerwerki.
Zagłębie przystąpiło do meczu w nie co innym ustawieniu niż miało to miejsce w spotkaniu z Cracovią. Do linii defensywnej został cofnięty Paweł Strąk a na lewym skrzydle zagrał Kalousek. Na ławce rezerwowych zasiedli Jackiewicz z Pachem a ich miejsce na boisku, od pierwszych minut zajęli Grzegorz Bartczak oraz Zbigniew Murdza.
Samo spotkanie stało na bardzo przeciętnym poziomie. Obie drużyny starały się przede wszystkim nie stracić bramki a dopiero później myśleć o jej zdobyciu. Większość akcji toczyła się w strefie środkowej boiska, gdzie piłkarze obu ekip prześcigały się w niecelnych i nieudanych zagraniach.
Pierwsi do głosu doszli lubinianie, którzy już w 16 min mogli objąć prowadzenie jednak strzał Grzegorza Nicińskiego z linii pola karnego zdołał wybić Marcin Bęben. W odpowiedzi bramkarza lubinian starał się zaskoczyć Tomasz Szewczuk, po strzale którego piłka minimalnie minęła słupek bramki Madaricia. W 28 min kibice obserwowali najładniejszą akcję pierwszej części meczu. Po błędzie Pokornegow polu karnym piłka powędrowała do stojącego na pięć metrów przed bramką Madarića Janq Woś. Pomocnik gospodarzy mocnym strzałem starał się zaskoczyć bramkarza lubinian, który instynktownie wybił piłkę pod nogi Wosia, który i tym razem nie potrafił pokonać Madarića.
Po zmianie stron pierwsi przed szansą zdobycia bramki stanęli goście, jednak strzał Nicińskiego w 47 min poszybował tuż obok bramki. Na prawdziwe emocje nielicznie zgromadzenie kibice musieli czekać do 63 min. Wówczas to przed polem karnym gości zderzyli się Bartczak z Muszalikiem. Do odbitej od nich piłki dopadł Kubisz i fantastycznym strzałem z przeszło 20 metrów umieścił piłkę w okienku bramki Madarića.
Po zdobyciu bramki gospodarze zwietrzyli szanse na przerwanie fatalnej serii siedmiu porażek i z jeszcze większym animuszem natarli na bramkę przyjezdnych. Stworzyli sobie też dwie bardzo dobre sytuacje do zdobycia bramki jednak wprowadzony w drugiej części meczu Nosal nie potrafił wykorzystać żadnej z nich.
Gdy wydawało się, że losy meczu są już przesądzone do głosu doszło Zagłębie. Najpierw w 83 min Mierzejewski wykorzystał kapitalne dośrodkowanie, z rzutu wolnego, Szczypkowskiego i strzałem głowa pokonał Bębna a niespełna 120 sekund później na listę strzelców wpisał się Paweł Strąk, który bezpośrednim strzałem z wolnego umieścił piłkę w bramceOdry. Swój udział przy tej bramce miał również kapitan Zagłębia - Andrzej Szczypkowki, który tuż przed oddaniem strzału udzielał cennych wskazówek młodszemu koledze
Jak mam strzelać podpowiedział mi Andrzej Szczypkowski, który doradził żebym strzelał tam gdzie ustawi się bramkarz, bo z całą pewnością zrobi ruch w przeciwnym kierunku.Po meczu powiedzieli:Paweł Primel (II trener Zagłębia): - Przyjechaliśmy tu nie tyle po zwycięstwo, co podjąć walkę. Okazało się, że ofiarność i zaangażowanie dały nam 3 punkty.
Ryszard Wieczorek (trener Odry): - Zawodnicy, którzy wyszli w I składzie naprawdę umieją grać w piłkę, natomiast na boisku zachowują się jakby mieli spętane nogi. Nerwowość w grze widać na każdym kroku. Ręce opadają kiedy wyborowy strzelec jakim jest Mariusz Nosal marnuje tak dogodne sytuacje. Stracone bramki wołają o pomstę do nieba. Niestety, po raz kolejny udział przy straconych golach miał Marcin Bęben.